<  Powrót do artykułów  

Coś powoduje istotą ludzką, że w pewnym momencie czuje przypływ energii, którą musi spożytkować na odkształcenie materialnej rzeczywistości.

 

1. Oto ktoś bierze miarę mąki, zaczynia ją i uruchamia niezwykle skomplikowane procesy biochemiczne, w wyniku których po upieczeniu powstaje pożywny, pachnący chleb.

 

2. Ktoś inny przędzie cieniutką nić z delikatnej sierści hodowanych zwierząt, aby utkać lub wydziergać ciepły materiał odzieżowy.

 

3. Nie znam osobiście, ale jestem przekonana o istnieniu osób, które w każdy piątkowy wieczór czują potrzebę przewrócenia stojącego nieopodal kontenera na odzież używaną.

 

4. Ja sama zaś należę do takich, którzy ,,wyrabiają" co pewien czas coś, na co przyjemnie jest patrzeć, bo z czymś się kojarzy, choć nie wiadomo konkretnie - dlaczego właśnie z tym.

 

Zastanawiam się, jak te siły w ludziach się rodzą. W dwóch pierwszych, opisanych przykładach, odpowiedź jest dość prosta - są to działania, zaspokajające potrzeby egzystencjalne: jest mi zimno, moje dziecko jest głodne, więc piekę, przędę, dziergam.

 

A co powiedzieć o pozostałych egzemplarzach?

 

Ktoś kiedyś tłumaczył mi w szkole, że kiedy robi się coś nie koniecznie potrzebnego, ale intrygującego, to znaczy, że jest się ARTYSTĄ. Znaczyłoby to, że wraz z osobnikami opisanymi w punkcie 3 zaliczam się do tej kategorii. A jak wiadomo, każdy artysta ( bez względu na stopień artyzmu) musi mieć źródło inspiracji. Dopiero wtedy wiadomo, jaki z niego artysta. Zupełnie nie znam się na tych z pkt.3, ale swoje źródła inspiracji już rozpoznałam i spróbuję je opisać.

 

Kto rzucił okiem na zdjęcia w galerii, być może zauważył, że nazywam swoje prace, nawiązując do postaci z literatury. Jest u mnie Jane Eyre, Królowa Śniegu, Balladyna, Lady Makbet.... O każdej z nich jakiś PRAWDZIWY ARTYSTA napisał utwór literacki, na tyle piękny i sugestywny, że w wyobraźni czytającego (na przykład takiego z pkt.4 pojawił się niezatarty ślad, do którego pamięć mimochodem wraca ilekroć napotka na szlaku życia zapach, kształt, kolor wyimaginowany w trakcie lektury... Chyba wtedy następuje jakiś rodzaj zwarcia elektrycznego, zwanego potocznie INSPIRACJĄ, a po nim - przymus zmaterializowania tego nieuchwytnego wrażenia podobieństwa.

 

Jestem przekonana, że pewien heliotrop jest ilustracją dziwnych losów bohaterki Charlotte Bronte, wystarczy obszyć go metalicznymi koralikami i umieścić na owalnym sznurze w kolorze omszałego zamczyska, co da naszej ,,bohaterce" upragnione poczucie stabilizacji...

 

Jeżeli ktoś uważa, że jest to zbyt dalece idąca personalizacja, być może ma rację. Piszę jednak uczciwie, skąd się u mnie bierze przymus ,,przerabiania" materii i proszę się nie dziwić, że brzmi to osobiście.

 

 

05 kwietnia 2017

byViolet

Inspiracje

byViolet

Wioletta Bieniasz

Al. Partyzantów 1/4

59-700 Bolesławiec

NIP 612 106 70 29

> Wnętrza

> Oferta

> Galeria

> Cennik

 projekty@byViolet.pl

> Biżuteria

> Galeria

> Blog

> Kontakt

 tel. 509 183 651

info@byViolet.pl